| Biopolityka a psychologia społeczna |
| Inne |
| Bartosz Orlicz |
| środa, 06 września 2006 02:00 |
|
Strona 1 z 7 Wydarzenia mające miejsce w czasach ponowoczesności, w różnych instytucjach, często mających w sobie nutkę totalnych, otaczają życie społeczne na wszelkich poziomach. Społeczeństwo oraz jego masowy umysł - to tutaj przejawia się pewien mało znany wśród kręgów psychologii akademickiej proces zwany „biopolityką” a biopolityka, jako temat bardzo obszerny, wart jest omówienia. Można by z niego stworzyć potężną książkę, lub nawet i tomy, zawierające aspekty socjologii, psychologii, medycyny, polityki, języka, filozofii. Chcę jednak pokrótce zarysować na łamach tego portalu, czym ona dokładnie jest i jak to się ma do psychologizowania społeczeństwa. Skoro piszę to w kontekście psychologii społecznej, ważne jest, by zastanowić się, czym jest (lub chce być) psychologia społeczna, oraz czym się zajmuje (lub myśli, że się zajmuje). Wpływ społeczny, to jedno z ramion psychologii społecznej (Wojciszke, 2004, Aronson, 2002, Aronson, Wilson, Akert, 1997). w jaki sposób ludzie wpływają na innych ludzi tu i teraz? Czym się więc zajmuje tak dokładnie? Wojciszke (2004) przychodzi z pomocą tabelą podstawowych dziedzin badań psychologii społecznej oraz typowych problemów podejmowanych przez tą „naukę”. Tak więc mamy coś o wiedzy społecznej, spostrzeganiu innych ludzi, pojęciu „ja”, postawach (wyborczych lub innych), komunikacji, normach i wartościach, wywieraniu wpływu, miłości, agresji, konfliktach, grupach społecznych, przywódcach, poddanych, relacjach, interakcjach, płci i jej zróżnicowaniu oraz działaniu na rzecz zmiany. Wszystko. Taki woreczek teorii i hipotez, badań, statystyk, manipulacji. Wracając jednak do wpływu społecznego, ładnie komentuje to Wojciszke (2004) zaznaczając, że psychologia społeczna (tak jak i ogólna) nie posiada obecnie żadnej teorii, która wyjaśniła by wszystkie wpływy społeczne (lub chociaż ich część). Chwyta się drobnych aspektów naszego życia, analizując je dokładnie za pomocą badań i eksperymentów popartych tysiącami liczb i wzorów. Ilościowo nie mogąc podołać braku ogólnej teorii traktuje siebie jakościowo, lecz wciąż w podejściu ilościowym - ot taka psychologia społeczna. Nie czas (niestety?) na analizę, co jest lepsze - jakościowe czy ilościowe podejście do badań. Nie czas także (szkoda?) na analizę, dlaczego psychologia społeczna traktuje wyniki jakościowe z odrazą filozofów, choć gdy rolę gra ludzkie życie, statystyki nie pomagają. Nie czuję się jednak na siłach, by rzucić wyzwanie naprawdę szanowanym i mądrym osobom z obozu psychologii społecznej. Nie czuję się na siłach by krytykować. Chciałbym jednak pokazać, że psychologia społeczna, choć podatna na tą krytykę, niebędąca jednolitym brykietem o twardej podstawie teoretycznej, może odnaleźć swoją upragnioną ogólną teorię w pojęciu „biopolityka”. Zacznijmy jednak od analizy pojęcia „polityka”. Obejmuje ona zróżnicowane przejawy stosunków władzy na wielorakich poziomach międzyludzkiej interakcji (Barker, 2003). Autor „Studiów kulturowych” opisuje także odnogi polityki w ujęciu kulturowym. Tak oto, polityka kulturowa odnosi się do funkcjonowania władzy w odniesieniu do aktów nazywania i tworzenia reprezentacji, składających się na znaczenia kulturowe. Tworzenie nowych opisów językowych, które implikują dane skutki społeczne oraz co jest poprawne, co jest „kulturowe”. Dalej spotykamy się z polityką tożsamości. Ta polityka jest bardzo związana z teoriami psychologii społecznej, odnośnie działań i przemian grupowych. Na koniec mamy politykę życia. Określa ona zbiory wyborów stylów życia, samoaktualizacji, refleksyjności - coś w stylu sławetnej psychoterapii lub/i zmiany w znaczeniu psychologicznym. Wszystkie te polityki jednak mają coś bardzo wspólnego - swoje działania określone przez władzę. Władza jednak, by działać, musi określić, co jest ważne i jak działać za pomocą „określeń”, za pomocą języka. Wszelkiego rodzaju polityki należy na koniec odnieść do człowieka bowiem pojęcie „ciała” jest tutaj bardzo ważne. |












