Newsletter

Bądź na bieżąco!

* *

English Section

RSS

Kanał RSS

Reklama
Primum non... ale jakie jest primum?
(4 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)
Marek Warecki, Wojciech Warecki   
środa, 11 lipca 2007 19:58

Z tego, co można przypuszczać, rząd pracuje nad ustawą, zakazująca wszelkich cięższych od kataru chorób (a katar też będzie dozwolony wyłącznie sienny, jako wynik obiektywnych praw natury).

CBA i CBŚ będzie ścigało wszelkie osoby, pokasłujące pokątnie, bez zezwolenia rządu, a pojecie "zapluty karzeł reakcji" znów stanie się powszechnie znane. Każdy, kto będzie chciał sobie pochorować, będzie musiał wykupić akcyzę i podczas choroby przylepić ją sobie do ucha. Recydywa będzie groziła hospitalizacją w strajkującej jednostce służby zdrowia.

Są i inne propozycje.

Zyta Gilowska zaproponowała, żeby chorowanie było jeszcze surowiej, niż do tej pory opodatkowane (bo przecież już i tak płacimy nie mało za luksus korzystania z usług państwowej służby zdrowia). Podatek będzie progresywny i w razie nie płacenia komornik będzie zajmował jeszcze nadające się do licytacji organy pacjenta, co przy okazji - ratując budżet i dyscyplinując podatników - rozwiąże problemy polskiej transplantologii. Trzy w jednym.

Może zastanawiacie się, kto ma rację w sporze rząd kontra lekarze i pielęgniarki? Czy istnieje jakaś prawda obiektywna, która się kryje za relacjami mediów?

A jaka jest twoja opinia w tej sprawie?

Albo… od czego będzie zależeć, jeśli takową masz chęć wyartykułować prywatnie lub publicznie?

A zależy ona od:

  • naszych grupowych i społecznych uwarunkowań;
  • czynników indywidualnych (myślenie i emocje);
  • odporności na perswazję.

Jak to ma się konkretnie w praktyce - już mówimy.

Zdanie się na jednego nadawcę, choćby budził naszą największą sympatię, jest ryzykowne - nawet z ciekawości warto zaznajomić się z tym, co mają do powiedzenia inni, albo w celu uelastycznienia naszych struktur poznawczych można spróbować poznać i zrozumieć odmienny punkt widzenia na rzeczywistość.

Wyrabianie sobie poglądu na świat i okolice przy pomocy wyłącznie, dajmy na to: Gazety Wyborczej i TVN24 na przykład może spowodować nagły, skokowy wzrost tolerancji dla wszelkich form protestu, połączony z niesłychanym krytycznym wyostrzeniem percepcji poczynań rządu, lubującego się zwłaszcza w przesuwaniu białego personelu za pomocą policji przed kancelarią premiera.

Media wpływają na nas także przez to, że tworzą ramy tego, co istotne. W telewizji ogromne znaczenie ma układ wiadomości. W zależności od kontekstu, w jakim przedstawiane są postępy bądź regresy rozmów prowadzonych w Rządowym Centrum Dialogu (czy jak kto woli Centrum im. króla Salomona Przelewania z Pustego w Próżne) nabierają one innego wymiaru.

Sam przekaz tworzy nową jakość (wpływ realizacji telewizyjnej na obraz zdarzeń) - czym innym są moknące pod kancelarią bezlitosnego premiera pielęgniarki bez kamer, a zupełnie czym innym są te same siostry (nawet skulone w strugach deszczu), otoczone rojem walczących o prawdę i tylko prawdę dziennikarzy, zbrojnych w mikrofony i kamery.

Bo media... bo telewizja... to nieustający społeczny dowód słuszności. Jeśli coś "powiedzą" w telewizji, to ma dużo większą wagę, niż inne opinie, które słyszą odbiorcy (w swoim otoczeniu), a dla niektórych ludzi "zdanie pana z telewizji" jest ostatecznym dowodem prawdy absolutnej. "W telewizji powiedzieli, w telewizji pokazali" to często ostateczny argument, rozstrzygający i kończący wszelkie dywagacje.

Telewizja to również niewyczerpane źródło autorytetów. Zwłaszcza moralnych. Jak sobie wybierzesz, tak dadzą ci się wyspać... albo leczyć.

Media tworzą standardy ocen - "to jest złe, a to jest dobre". Jeśli bardzo się liczycie ze zdaniem autorytetów - zachowajcie czujność. Wszyscy, jak widzimy, działają w trosce o nasze dobro: rząd się droczy a lekarz strajkuje, żeby nam zdrowiej chorowało. Jerzy Urban swego czasu przynajmniej gwarantował, ze rząd się sam wyżywi a tu wygląda, że nawet i to jest niemożliwe.

Również bardzo często używają stereotypów, na przykład do oceny ludzi. Musimy jednak pamiętać, że co prawda przyspieszają i upraszczają one komunikację, ale mogą nas czasem zmylić i wywieść na manowce.

Premier jest... uparty, stanowczy (sami wpiszcie resztę).

A pielęgniarki....biedne, mokre i tak dalej.

Gorzej z lekarzami. Jaki tu funkcjonuje stereotyp, to rzecz raczej temat dla osobnych badań. Bez względu na to, jaka jest twoja opinia i "za co chcesz umierać" (bo przecież nie za Niceę ani za pierwiastek, więc może została nam już tylko służba zdrowia), warto pamiętać, że ani rząd taki diaboliczny, ani lekarze szatańscy. A stanie się to łatwiejsze wiedząc, że mamy tendencję do wyjaśniania cudzych zachowań, przeceniając cechy osobowości delikwenta, a nie doceniając sytuacji, w jakiej się znalazł (największy błąd atrybucji). To, jak człowiek się zachowuje, bardziej zależy od presji sytuacji, w jakiej się znalazł niż od demonów (jakie mają, naszym zdaniem, szaleć w jego duszy).



 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Partnerzy

Psychologia biznesu Before Grupa Trenerska SkillsDesigners PTTB Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne Wydawnictwo Naukowe PWN
Wydawnictwo Difin Wydawnictwo OnePress Wydawnictwo Smak Słowa Polsat News Eska Rock Radio Warszawa