ooo prosze, pojawił się wielki fan, zwolennik i przyjaciel psychologów :>
Nam też miło Cię tutaj gościć.
Odkąd powstała psychologia społeczna, odtąd często pojawiają się zarzuty pod kątem jej etyki. Z punktu widzenia filozofii, religii, stawiania człowieka jako najwyższej wartości, istotnie są one uzasadnione, ponieważ badanym często towarzyszą przykre stany emocjonalne, wzbudzane przez psychologów w najróżniejszy sposób. Dlatego tak ważna jest etyka badań psychologicznych - należy starać się zadość uczynić badanym za wszelkie doznane przez nich szkody.
Problem etyki dotyczy jednak innej kwestii, mianowicie czy można poznać człowieka i jego procesy psychiczne, ich współzmienność i współzależność bez wywoływania w ludziach przykrych doznań?
W moim przekonaniu nie można. Żeby lepiej poznać naturę człowieka niezbędne staje się niekiedy indukowanie negatywnych przeżyć i emocji, jednak co jest BARDZO WAŻNE, należy później starać się zadość uczynić. To właśnie dlatego Stanley Milgram, jeszcze długo po zakończeniu swojego eksperymentu dzwonił do swoich badanych i utrzymywał z nimi kontakt wspierając ich w trudach codziennego życia i niwelując traumę, którą doznali wcześniej w laboratorium. Oczywiście nawet przy tak kontrowersyjnym założeniu, jakie przyjąłem nie należy przekraczać pewnych granic. Jakich? Ano takich, kiedy istnieje podejrzenie, że badanie może spowodować trwałe zmiany w funkcjonowaniu człowieka. Choć to bardzo nieprecyzyjne sformułowanie, to jednak myślę że dość klarowne - chodzi bowiem o dysfunkcje w funkcjonowaniu jednostki, jakie może spowodować badanie. Mówiąc o dysfunkcjach mam na myśli także te fizjologiczne spowodowane silnym stresem na przykład.
Kończąc zastanówmy się nad losem wielu zwierząt, które robią za "króliki doświadczalne" - sama ta nazwa wiele wskazuje. Mało kto się jednak ich losem interesuje, a większość ludzi wie, że dzięki badaniom i testom na zwierzętach udoskonala się rozmaite rozwiązania czy preparaty, które poźniej służą nam - ludziom. Większość ludzi wie, że w ten sposób można dowiedzieć się wielu rzeczy, które później przechodzą do książek naukowych, nawet jeśli te badania są o wiele bardziej kontrwersyjne i mniej etyczne.
Niestety, ale to jest niemalże konflikt tragiczny - poznanie nie może się równać nieinwazyjności, a jeśli może, to trzeba się liczyć z tym, że nie będzie ono dogłębne, a chyba nie na tym nam powinno zależeć.