Od początku...bo zrobiłam tu niezłe kluchy z makaronem
))
Chłopiec ma 15 lat. Pochodzi z rodziny pełnej. Mają dobre warunki materialne, urodzony pośladkowo przez cesarskie cięcie (jeżeli to ma w ogóle jakieś znaczenie ;o)). Oboje rodzice są lekarzami (tak mi sie wydaje z dużymi ambicjami). Mają jeszcze córeczkę, która ma 9 lat i z wywiadu z mamą wynika, że dziewczynka jest poukładana. Nie ma problemów z nauką i z nią nie ma żadnych problemów.
Mama głównie zgłosiła się z powodu: trudności w nauce, wolnym tempem nauki, błędami ortograficznymi, problemem z wypowiadaniem się, przełożeniem wypowiedzi pisanej na werbalną.
Z wywiadu: chodził i mówił o czasie, wiązał sznurowadła bez problemu, guziczki zapinał ok, na rowerku jeździł szybko. Jedyne, co mamie utkwiło w głowie, to to, że mieszają się jemu kolory i nauka trwała bardzo długo. Ze wszystkim poza tym nie było problemów. Co do nauki pisania to nie było też problemów, nie było i nie ma literek lustrzanych, połykania, złej pisowni. Pojawiają się jedynie błędy ortograficzne.
W szkole podstawowej dziecko miało mało wymagającą polonistkę, która po wątpliwościach mamy co do pisma i trudności w nauce itp. bagatelizowała ten problem. Teraz chłopiec jest w II klasie gimnazjum i polonistka uważa, że warto byłoby to sprawdzi. Mama posłała syna najpierw do psychologa prywatnie i on nie badał dziecka, tylko przeprowadził rozmowę 1,5h i stwierdził, że z chłopcem jest coś nie tak, że ma jakieś zaburzenia bądź napięcie emocjonalne (nie wiem czy ten psycholog jest jakiś doświadczony, że wystawił taką diagnozę). Uważał, że warto byłoby sprawdzić go pod kątem dysleksji. No i tak chłopiec trafił do mnie.
Zrobiłam mu Weschlera, wyszedł mi wynik 109, więc iloraz ma przeciętny, analiza wzrokowa nie jest obniżona. Ponadto zrobiłam Bentona, Rey'a, kreskowanie, analizę wzrokową na materiale literowym, no i jedyne co mu wyszło poniżej normy, to kreskowanie (i to nie dużo poniżej).Pisma jak dla mnie nie ma dysgraficznego, ładne okrągłe, bez błędów. No i z mojej str. pod kątem analizatora wzrokowego jest ok i chłopak z mojej str. nie ma dysleksji, ale muszę poczekać na badania pedagogiczne, bo może cos być z analizatorem słuchowym...więc tu czekam na diagnozę pedagogiczną.
I to jest jakby 1 strona medalu. Teraz jeżeli chodzi o wypowiadanie się chłopca. Bardzo ładnie odpowiadał, dojrzale (nie jak niektóre dzieci w jego wieku, które do mnie przychodziły), na poziomie. Chłopiec uczy sie z rodzicami. Rodzice go odpytują, jest mało samodzielny. Mama twierdzi, że bardzo długo się uczy. Średnią w zeszłym roku miał 4.0. Teraz się podciągnął. Jego zainteresowaniem pozaszkolnym był (jest) taniec breakdance, z którego na rzecz nauki zrezygnował (choć podejrzewam, że to nacisk rodziców, a nie jego wola). Chłopiec w kontakcie był otwarty, raczej bardzo spięty. Denerwował się jak mu coś nie wychodziło. Denerwował się tym, że go będę oceniała. Dba widać o opinię innych. Ponadto powiedział mi, że jak jest dobrze przygotowany do zajęć czy sprawdzianu to potrafi się maksymalnie skupić, a jak nie wie do końca to wtedy się rozprasza. Myśli co będzie robił w domu. (czyli jak dla mnie jakieś dążenie do perfekcjonizmu).
Robiłam mu jeszcze test EAS, kwestionariusz temperamentu (bo nie gospodaruję w pracy innym warsztatem). Tu wyszło, że ma silnie reaguje niepokojem, ponadto nie inicjuje kontaktów społecznych. Dąży raczej do samotności. Chciałam jeszcze dodać, że chłopiec teraz wkroczył w okres dojrzewania, stał się w domu dyskutantem, który chce pokazać własne argumenty za i przeciw, dużo pyskuje, nawet ostatnio 1 raz są "ciche dni" z mamą.
No i tu chciałam sie zapytać co Wy uważacie, co należałoby zrobić? Czy warto zrobić tu MMPI? Ja uważam, że mogłoby to dać jakiś większy wgląd w jego osobę...Choć jakoś mam przekonanie, że rodzice maja zbyt wielkie ideały, ambicje co do jego osoby, za dużo od niego wymagają...on po prostu potrzebuje tyle czasu, by się czegoś nauczyć...(no chyba, ze to dysleksja)...Uważam, że ma niską samoocenę, co jeszcze bardziej się nasila pod wpływem tego, że uczy się ciągle z rodzicami. Nie realizuje się sam w niczym (bo zrezygnował ze swojej pasji, gdzie sie realizował sam, bez pomocy rodziców) Jakby wrócił do tańca, to wzrosłaby jego wiara we własne siły, jego samoocena, pewność siebie. A co zrobić z jego ekspozycją społeczną, z jego lękiem przed oceną, z tym dążeniem do "naj" i denerwowaniem się, że mu coś nie wychodzi (kiedy radzi sobie całkiem dobrze)? Najgorsze jest to, że jest wychowany tak, że dużą rolę w życiu odgrywa ocena społeczna...
Co Wy myślicie?? Mam nadzieję, że z tych klusek z makaronem teraz zrobiło się pyszne spaghetti
)