Bezprawie..
Chciałabym podkreślić w tym co napisałam, że podstawową "patologią" w ustawie o zawodzie psychologa jest chaos, brak podstaw prawnych (zawieszenie ustawy), stąd "świeży" absolwent psychologii jest aktualnie zawieszony w próżni.
Powracając do kwestii szkół terapeutycznych, nie zgadzam się z tym, iż "Nie jest Pani w innej sytuacji niż ktoś, kto kończył studia 10 lat temu". Jesteśmy, gdyż tak jak napisałam w poprzednim liście - od tego roku (końca października) psycholog stracił uprawnienia terapeutyczne! Wcześniej "ustawowo" studia psychologiczne dawały choć taką możliwość, a to czy ktoś doszkalał się w szkołach terapeutycznych leżało w jego kwestii "doskonalenia swoich umiejętności". Tak więc w tym momencie gdybym założyła gabinet terapeutyczny byłoby to NIEZGODNE Z PRAWEM ! Jedyne co mogłabym zrobić, to udzielać porad psychologicznych (do czego ma prawo nie tylko psycholog). Niby prawo od wieków nie działa wstecz, a tutaj mamy taką sytuację (bo przecież "inwestując" w studia spodziewałam siebie danych kwalifikacji).
A ad. akredytowanych szkól terapeutycznych, to - jak wiecie - dużo tu do pisania...Napiszę może tylko w skrócie o moich doświadczeniach. Uczęszczam do szkoły terapeutycznej - wedle mojego uznania - "kompetentnej", gdzie akurat ten nurt terapeutyczny mieści się w moich zainteresowaniach. Jednakże w każdej placówce zdrowotnej we Wrocławiu mówiono mi, że mogą tylko przyjąć osobę z KCP-u, gdyż od stycznia tego roku takie wytyczne dał im NFZ. Mimo ogromnej wewnętrznej niezgody należy tam iść tylko dla papierka. Ale czy to jest rozwiązanie? Nie wiadomo, bo KCP nie spełnia wymogów europejskich (szkoły z Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego je spełniają, a Polskiego Towarzystwa Psychologicznego nie), więc czy idąc tam w niedługim czasie KCP nie straci uprawnień?
Dowiedziałam się, ze lobbing taki jest wynikiem tzw. "rejonizacji" superwizorów czyli każdy superwizor (a jest ich w Polsce kilku)może przynależeć do jednej szkoły terapeutycznej w danym mieście (a najwięcej jest ich w Krakowie, Warszawie, jeden w Łodzi i Wrocławiu), a szkoła która może strać się o akredytację musi mieć ich dwóch. Tak więc tak pewna grupa dorabia się ogromnych pieniędzy likwidując przez to wolny rynek. Bo ja tak sobie to wyobrażam, że jakby była wolna konkurencja, to miałabym możliwość wyboru, a o mojej kompetencjach decydowałby przyszły pracodawca chcący zatrudnić odpowiednią osobę na dane stanowisko, a nie taką, która nakazuje mu NFZ dopłacając mu (nie pamiętam, chyba w 15%) do pensji tegoż pracownika. Wynikiem tego jest fakt, że pracę w poradniach czy szpitalach dostali pracę pedagodzy, socjologowie (a niekoniecznie psychologowie) będący w konkretnych prywatnych szkołach.
Specjalizacja kliniczna jest więc teraz jedynym miejscem (chyba że ktoś działa w psych. zarządzania), gdzie może iść tylko psycholog. Jest ona bezpłatna, lecz bardzo ciężko się na nią dostać, bo tu też liczy się do pewnego stopnia kwestia kasy, np. Wyższa Szkoła Psychologii Społecznej podpisała umowę z określonymi akredytowanymi na szkolenie kliniczne szpitalami (nie wiem jaka to suma za osobę). Tak więc dany szpital woli przyjąć tą osobę na którą się zobowiązał. Jest też nieuregulowana sprawa "stażu", który psycholog miał robić po studiach, a co było przepisem "martwym". Nie rozumiem tutaj tej sytuacji, bo czytałam, ze do specjalizacji klinicznej i wedle wymogów europejskich jest on obowiązkowy, a le teraz niby nie trzeba go robić. Nie wiem...
Trzymiesięcznego kursu pedagogicznego też nie udało mi się znaleźć, ale można w trakcie pracy np. w szkole być na nim i nawet warto, bo po skończeniu go wzrasta w tym miejscu pensja.
Rozpisałam się, lecz jestem bardzo zdezorientowana tym co się dzieje i nie wiadomo jaki zrobić następny krok, stąd cieszę się, ze mogę przeczytać tu praktyczne rady.
Pozdrawiam!