Nie wiem, czy gender należy postrzegać jako problem, czy może bardziej jako zjawisko stereotypu kulturowego, bo właśnie pod tym względem jest ciekawe.
Powodem mogą być jakieś dogmaty, postrzeganie mężczyzny i kobiety jako zupełnie naturalnie, biologicznie, fizycznie, całkowicie odmiennych, podkreślanie różnic i wykluczanie podobieństw - bo przecież kobieta ma być słaba, a chłopaki nie płaczą.
A jak to się ma do psychoterapii? Myślę, że ludzie wychowani na takich zasadach, które oddzielają role kobiece od męskich mogą czuć się zobligowani do tworzenia takiej kreacji płci niekoniecznie zgodnej ze swoimi naturalnymi(czyli instynktownymi,niekreowanymi) zachowaniami. W naszej kulturze, trochę jeszcze zamkniętej, post komunistycznej wciąż są aktualne takie stereotypy przypisywane do płci, więc nie ma się co dziwić istnieniu seksizmu.
Taka chęć bycia prawdziwym mężczyzną/kobietą może utrudniać psychoterapię, wydaję mi się, że szczególnie dla mężczyzn zjawisko to utrudnia psychoterapię, ponieważ mężczyzna powinien być silny, powinien sobie radzić, powinien tłumić emocje - właśnie stereotyp po raz kolejny przeszkadza.
A tak na koniec, drodzy panowie PMS to chyba jednak nie CHOROBA:), przynajmniej nie taka straszna ja ją przedstawił Okoego. Mnie się tak wydaje. Bo tutaj już zaczyna się seksizm, uwaga 
POZDRAWIAM