Rzeczywiście badania często odbywają się na studentach albo na osobach przypadkowych z ulicy podczas 'fiels studies'. Jakkolwiek w 'field studies' nigdy nie wiesz na kogo trafisz. Co któraś osoba może być mistrzem wpływu, ale to nie istotne. Sęk w tym, że badania robione na żółtodziobach z zakresu wpływu społecznego nie oznaczają, że nie można ich później stosować także wobec mistrzów i co ważniejsze, nie można wykluczyć, że one działają (tutaj przykład przytoczony przez Maćka apropos ciasteczek i harcerki wydaje się być adekwatny).
Co do kartek, to ja nie napisałem, że sprzedanie wspomnianej przeze mnie mapy jest niemożliwe. Jednak w sytuacjach czy to z kartkami czy mapą, człowiek może po prostu automatycznie niemal negować każdą próbę "wciśnięcia" mu czegokolwiek właśnie dlatego, że w ten sposób nauczył się bronić przed wywieraniem na siebie wpływu przez obcych ludzi, podchodzących do niego na każdym kroku (choćby poprzez wspomniane przez Ciebie markery somatyczne).
Jasne, że mąż może pójść do opery, bo kocha swoją żonę, ale równie dobrze może ją kochać i iść do opery po prostu nie chcieć (argumentując, że skoro ona go kocha, to powinna zrozumieć jego niechęć wobec takich miejsc). Jest cała masa innych zmiennych, które mogą tutaj oddziaływac, jednak ten przykład miał unaocznić sytuację wpływu, który nie dotyczy spraw stricto marketingowych.