Myślę, że analiza słowa "wiadomo" jak i tego, co za nim się kryje i w ilu procentach jest słuszne nie ma większego znaczenia. Dla mnie jest oczywiste: nie wiadomo. Nie wiadomo, bo nie każda osoba potrzebująca psychologa jest wierząca, a jeśli nawet jest wierząca (bo skoro mowa tu o współpracy, zakładamy, że każdy delikwent jest potencjalnym "pacjentem" obu specjalistów, tak?)... Nie wiadomo, bo nie szufladkujemy, bo trudno wrzucić wszystkich ludzi w jedno zapotrzebowanie. Tyle.
Współpraca. W tej dyskusji padły słowa na temat subiektywizmu kapłana, opieraniu się na wierze, nie nauce. Czy chodzi o ignorancję psychologicznego aspektu u duchownych?
Spotkałam się z takim rozróżnieniem: ksiądz nie może poprzestać na wysłuchaniu, psycholog - tak. Pacjent może wyzewnętrznić się przed psychologiem, ten ma mu pomóc. Penitent oprócz przekazania swojej historii ma jeszcze kilka warunków do spełnienia (5 warunków spowiedzi, bez któych spowiedź nie jest spowiedzią a rozmową), i jemu także pomóc ma osoba, do której się zwraca. I w obu przypadkach obie osoby nie powinny być bierne, tak? Tylko w tym drugim jest większy nacisk na brak bierności pacjenta.
I jeszcze jedna myśl, która nasunęła mi się podczas czytania wypowiedzi w tym temacie. Ojciec duchowy. I spowiedzi dłuższe niż statystyczne 5-10 minut. Podczas takich spowiedzi nie powinien pojawić się problem zamykania ust przez kapałana. Tylko zaczynając spowiedź należy uprzedzić spowiadającego o tym, że chcielibyśmy dłużej i głebiej. Może się zdarzyć oczywiście, że w danej chwili to nie będzie możliwe, wówczas można umówić się na inny termin. I wśród księży jak wśród psychologów (u psychologów jak wśród księży) zdarzają się pomocnicy niepomocni, czyli... czyli nie etykietkować po jednym, pięciu czy nawet dwunastu wizytach
Sam temat. Czy taka wspólpraca jest konieczna, ma sens? Czy obecnie nie jest tak, że każdy ksiądz studiuje psychologię, albo chociaż ociera się o nią? To może jednak nie wystarczać. Myślę, że taka współpraca jest kwestią indywidualną, czyli... czyli tak i nie, zależnie od wszystiego (tfu, jaka wybitna wypowiedź
przepraszam, za uśmiech
) A w drugą stronę - to także zależy od duchowości pacjenta, od jego kontaktu z Bogiem, religijności. Czy od sartreowskiej dziury w kształcie Boga.
I jeszcze jedno, już ostatnie. Funkcjonuje coś takiego jak wspólpraca księży i psychologów w świecei realnym, prawda? Nie znam szczegółów (mogę poznać, jeśli ktoś jest zainteresowany, a (podobnie jak ja) nie do końca poinformowany), wiem tylko o comiesięcznych spotkaniach organizowanych przez duszpasterzy w miejscowości, w której się uczę, spotkaniach... hmm... chodzi o świeckich psychologów kontaktujących się z wiernymi za pośrednictwem kapłanów. Czyli coś jakby oddanie pałeczki specjaliście. Ktoś może orientuje się w tym?
quot;Człowiek człowiekowi wilkiem
<br />Lecz ty się nie daj zwilczyć
<br />Człowiek człowiekowi bliźnim
<br />Z bliźnim się możesz zabliźnić"