Tutaj nie będę się upierała, bo najważniejsze jest jak Ty widzisz to pojęcie, jeśli ono jest według Ciebie szerokie to na takim poziomie mogę dalej dyskutować.
Domyślam się, że zaangażowanie polityczne jest przesycone czynnikiem motywacyjnym (ta "nieziemska" motywacja kieruje ludzi w stronę czasem przewrotnych działań, jak skakanie przez ogrodzenie, organizowanie kolorowych pikiet, przykuwanie się łańcuchem do pomników...) i podejrzewam, że bardzo dużą rolę pełnią w nim również wartości.
Zaczyna mi też w głowie świdrować taka myśl, że istotne jest również silne przekonanie o słuszności swoich działań (ale w odniesieniu do własnego systemu wartości, bo np. osoba zaangażowana w pomarańczową rewolucję zdawała sobie przecież sprawę z tego, że jej działanie nie jest do końca zgodne z ówczesnym prawem).
I jeszcze jedna sprawa: ludzie zaangażowani politycznie skupiają się chyba na celu (niekoniecznie osobistych korzyściach), a nie-zdobycie go nie zmniejsza zaangażowanie, bo tak na prawdę sednem działania ludzi zaangażowanych jest to działanie. A zatem czy zdobycie celu byłoby równoznaczne ze zmniejszeniem zaangażowania? Czy zdobycie celu wyklucza dalsze zaangażowanie? Jak to jest? Co by było z zaangażowaniem tych wszystkich osób o których wiemy jakie mają cele, gdyby je zdobyli? (Jak wygląda obecne zaangażowanie polityczne Pana Lecha Wałęsy, i innych osób, które "dopięły swego"?). Czy może zaangażowanie polityczne jest czymś bardziej stałym i nie ustaje tylko najwyżej osoba obiera sobie inny cel działania, ale jest dalej zaangażowana. Tak jak mówimy w przenośni, że ktoś jest "społecznikiem" i zawsze znajdzie sobie coś do roboty w tym naszym życiu społecznym...
A więc czy zaangażowanie jest zjawiskiem sprowokowanym sytuacyjnie, czy jest stałą właściwością osoby, jej cechą podmiotową?