1

Temat: Ławki w kościele

Jestem amatorem jeśli chodzi o psychologię społeczną, tzn. nie studiuję tego, ale lubię czytać o różnych zjawiskach społecznych. Ostatnio zauważyłem taką rzecz: w kościele ludzie przeważnie zajmują brzegi ławek zostawiając w środku puste miejsca. Co ciekawe ja robię tak samo i nie lubię, kiedy zmuszony jestem przesuwać się do środka. A jak ktoś chce się "wcisnąć" to często osoba na brzegu wstaje, przepuszcza i znowu siada na końcu. Jakby nie prościej było ( i kulturalniej? ) od razu usiąść w środku i zrobić miejsce. Jakieś teorie? Osobiście lubię na końcu siedzieć bo wtedy "bez trudu" mogę iść do komunii i nie trzeba się przeciskać. A więc wygoda? Coś jeszcze? Pomijam wątek wiary i takie tam, proszę bez zbędnych dyskusji na temat chodzenia do kościoła chodzi mi tylko o to zjawisko  :grin: Pozdrawiam

2

Odp: Ławki w kościele

Tu nie potrzeba żadnych teorii, wystarczy zwykły ludzki rozsądek - z brzegu ławki o wiele łatwiej jest wyjść (tak do komunii jak w ogóle z Kościoła, gdyby np. ksiądz przynudzał - co jak wiemy absolutnie się im nie zdaża wink), zatem istnieje większe poczucie wolności i swobody - w środku jest się o wiele bardziej zależnym od ludzi, którzy są po bokach.

Jeśli jednak mam teoretyzować, to najprościej będzie odwołać się do teorii proksymiki Halla - ludzie zajmują miejsca w zależności od charaktetu relacji społecznej (zobacz też: "Czym jest psychologia społeczna" na stronie głównej portalu, gdzie są opisywane te przestrzenie). W Kościele ludzie zajmują przestrzeń na pograniczu społecznej z publiczną. DLatego też najlepiej usiąść na brzegu, bo w danej ławce i sektorze jest to najdalsze możliwe do zajęcia miejsce. Później wraz ze zmniejszaniem się pola manewru - dosiadaniem się kolejnych osób, ta przestrzeń się zawęża i nie pozostawia zbyt wiele do wyboru. Idąc z kolei za paradygmatem grupy mininalnej Tajfla, który udowodnił, że ludzie będą faworyzować grupę, kategorię, do której przynależą na podstawie tylko takiej informacji, że po rzucie monetą wypadła im reszka, a pozostałych deprecjonować, tylko dlatego że wypadł im orzeł (reszki uważa się zatem za lepsze jeśli do nich przyneleżymy a orły za gorsze, mimo że okoliczności doboru do grupy są czysto losowe); można przypuszczać, że ludzie w ławce (podobnie jak np. w wagonie w pociągu) stanowią grupę minimalną, a każdy, który chce wejść do ławki jest poniekąd poza grupą, dlatego też godzi się na każdą wskazaną mu do siedzenia pozycję, kiedy wchodzi do ławki, bo czuje się jak intruz.
Proksymika z kolei wynika z potrzeby kontroli i bezpieczeństwa (tak w skrócie pisząc).

Chętnie poslucham alternatywnych możliwych wyjaśnień :nod:  natomiast żeby mieć pewność, która teoria działa, a która nie - niezbędny byłby eksperyment, do którego zachęcam studentów psychologii, którzy zaglądają na to forum - póki jesteście na tym etapie nie silcie się na serio projekty, które mają udowadniać glębokie prawdy psychologiczne - na to macie czas, na studiach lepiej, żeby nauka bawiła a przy okazji odkrywała użyteczne fakty życia codziennego, o których naukowcy często zapominają.
A co do wyjaśnienia zagadnienia, o którym pisał tomasus1, to im prostsza teoria wyjaśniająca dane zjawisko tym lepsza i przestrzegałbym przed nadmierną próbą wyjaśniania wszystkiego w kategoriach zawiłych teorii psychologii społecznej, bo nie zawsze są one adekwatne - bywają zjawiska, które są losowe i ludzie nie kierują sie w nich żadną logiką.

3

Odp: Ławki w kościele

Zawsze uważałem, że to wina moich lekkich zachwiań klaustrofobicznych. Nigdy się tym nie interesowałem. Nikt nie stwierdził u mnie takiej choroby, ale nie cierpię być ograniczony.
To się tyczy nie tylko ławki w kościele. W szkole wolałem siedzieć sam niż być kimś zasłonięty. Przy stole siadam tak, żeby nikt mi nie torował wyjścia ot wszędzie pozostawiam sobie drogę ewakuacyjną.
A dlaczego inni tak robią i dlaczego zwróciłeś uwagę akurat na kościół ? Nie wiem.