Temat: Status artysty
Witam,
to jest mój pierwszy post, liczę na wyrozumiałość! A więc od czasu mojej narastajacej świadomosci 'uświadomienia' społecznego, nurtuje mnie wiele kwestii, których swoją droga na forum publicznym chyba nie jest tak łatwo rozwinąć i rozwiazać.
Pochodzę z rodziny artystów - historyków sztuki (połączenie talentow plastycznych, ale też sporej wiedzy teoretycznej jako zamiłowania - zainteresowania, które poniekąd mi się również udziela). Oczywiście będąc dzieciakiem nie była dla mnie to sprawa jasna, kto jest artystą (na szczescie nie musiało weryfikować tego życie - chociaż bywało gorzej to nigdy na tyle by sytuacja materialna była jakaś zła, czy wręcz tragiczna).
Z czasem zacząłem się zastanawiać nad osobą artysty - wszystkich składowych jego talentu, osoby, zainteresowań i ewentualnych jego relacji z resztą społeczenstwa. Coraz większe zainteresowanie sztuką nasunęło mi jedno ważne, aczkolwiek chyba trudne pytanie - kim jest artysta?
Artysta to indywidualność o specyficznie ukierunkowanym spojrzeniu na świat, zarówno wizualnym jak i mentalnym jego postrzeganiu. No owszem, ale czym jest wobec niego sztuka i to co tworzy jego publikę - społeczeństwo? Witkacy mówil (i wg. mnie zdecydowanie miał rację) że sztuka, po wszystkich nurtach przełomu wiekow XIX i XX, a rowniez ta najnowsza (pop-art, concept-art naprzyklad) zaczela balansować ku niszczącemu ją zjawisku a mianowicie: spoleczenstwo - publika staje sie oficjalnym klientem na sztukę, realizujacym efekt koncowy wiele wczesniej. No wiec jak to jest? Indywiduum, czyli ten który bierze na swoje barki ciezar rozwoj naszej kultury materialnej zarazem staje sie maszyna, zatraca 'sens', traci wolnosc wyboru (ja wiem, Rembrandt malujac "Straz Nocna" tez mial zamowienie, ale forma byla jego wlasna inwencja, czesto czyms rewolucyjnym, co jak wiadomo zawsze sprzyjalo rozwojowi sztuki w dalszych konsekwencjach), i tworzy. No ale wlasnie, co? Modnym jest byc 'very shocking', czyli uderzac po oczach jak seledyn w ciemnosciach, istnieje wiec prosta zaleznosc - standardowe formy nie maja szans poniewaz ogol jest 'bombardowany' trescia sposrod ktorej tak czy tak musi juz wybitnie selekcjonowac to, co jest bardzo szokujace biorac pod uwage ilosc tego 'szajsu' uderzajacego w emocje na ulicy, billboardzie itp., ale to nie tyczy sie tylko artystow malarzy, grafikow, to tez tyczy sie pisarzy, poetow, muzykow.
Widze to w ten sposob - oczekiwania spoleczne, tez medialne sa jasne, oczekuje sie czegos abstrakcyjnego, co chwila czegos co nas zainteresuje - niestety - najczesciej 'byle czym - byle mocnym'. Artysci maja szanse wyrazic sie w pierwszej fazie swojej dzialalnosci, kiedy rozwijaja swoj talent, pozniej sa cwiczeni pod katem nauczycieli rzemiosla (aczkolwiek to brzydkie okreslenie), nastepnie pozostaje tylko i wylacznie oczekiwac na 'zamowienia'. Tu pojawia sie wg. mnie presja, i podswiadome dokonanie wyboru 'nowych form', czyli tego co sie przydarzy i co sie okrzyknie dzielem. Naturalnym staje sie konformizm podyktowany wymaganiem publicznym, znam bowiem wielu tworców ktorzy wlasciwie sami wielbia inne formy, aczkolwiek sami zdaje sie nie podejmuja ich rozwoju, bo to nie popularne, nie modne, nijakie.
Czyzby artysta dzis musial zmagac sie z dwojakim spojrzeniem na wlasna tworczosc, motywacje? Z jednej strony pewna konwencja, ktora musi sie spelniac, a z drugiej mimo wszystko swoje ciche, wewnetrzne zdanie, zupelnie nie konfrontowane z powszechna opinia?
Nie jest to bynajmniej wyolbrzymiony problem, chociaz nie zawsze zauwazalny przez artystow to jednak z calym przerazeniem obserwuje mlodych twórców, stajacych sie 'rzemieslnikami' na potrzeby manufaktur kultury masowej.
