Temat: "Zabójcza psychologia społeczna"
- powinniśmy dążyć w kierunku oszacowania wewnętrznych predykatorów ryzyka samobójstwa - ...,
- już dawno dowiedziono, że to sytuacja zwiększa ryzyko samobójstwa - profesor psychologii -
- kto dowiódł? - ...,
- .................- profesor psychologii,
- .................- nieoczekiwana cisza,
- proszę w konspekcie pracy doktorskiej opisać wpływ sytuacji na pojawienie się tendencji samobójczych, opisać prtzyczyny samobójstw, takie jak: bezrobocie, porzucenie itd., - profesor psychologii,
- to nie są przyczyny, lecz subiektywne odczucia osób badanych, niedoszłych samobójców, którzy wiąrzą jedynie ówczesną sytuację życiową z ówczesną próbą samobójczą, związek miedzy ich interpretacją rzeczywistości a działaniem jest co najmniej luźny..., to my jesteśmy od tego, by właściwie nazywać zjawiska i głębiej je poznać, takie są oczekiwania wobec nas, - ...,
- proszę robić to co mówię, albo zrezygnuję z prowadzenia Pana - profesor psychologii,
Ta żałosna rozmowa miała miejsce w rzeczywistości, jak i wiele innych, podobnych. Czemu ją przytaczam?
Napisałem dzisiaj gdzieś indziej, że psychologia społeczna stanowi zagrożenie dla psychologii w ogóle. Mógłbym o tym napisać kilka tomów, tyle mi sie ciśnie na język. Po co?
Psychologia się zsocjologizowała, w tym zakresie nie ma wątpliwości. Jest to skutkiem lenistwa, braku etyki, przeciętności nauczycieli akademickich, którzy zazwyczaj mają stanowisko na uczelni, bo rodzice też mają, skąpstwa, skorumpowania i wielu innych czynników. Czemu psychologia się zsocjologizowała?.
bo:
- w telewizji, w radiu, w gazetach, psycholog pytany o przyczynę jakiegoś zachowania, od morderstwa, poprzez samobójstwo, aż po nieoczekiwanie wczesne wyplucie smoczka przez dziecko, odpowiada: "to był kryzys, to był stres, to był przypadek, to było zrządzenie losu, to było nieprzewidziane, to było spowodowane trudną sytuacją życiową, ..............
Zawsze jednak brakuje prostego "nie wiem", czego się tu wstydzić? psychologia ma dopiero 150 lat.
Wszyscy zatem jesteśmy zabójcami, samobójcami (dobrze, że mamy różne preferancje smakowe<:)), i musimy się tylko modlić, by sytuacja nie sprawiła, że któregoś dnia albo zabijemy kogoś, albo siebie...
Do rzeczy.
Byłes ciekaw co myślę Maciek o tym, że psychologia społeczna może stanowić zagrożenie dla psychologii w ogóle. Zacznę od końca, skutku. Psychologia ogólna może całkowicie zniknąć, ale to najczarniejsza wersja. Obecnie odczuwalnym skutkiem są powyżej cytowane odpowiedzi psychologów na zadawane pytania w mediach, które obserwowałem. Zawsze ta sytuacja. Osobiście winię za to psychologię społeczną i nietęgie umysły psychologów. Jej prostotę, płytkość (bada tylko powierzchnię problemów), jest lekka, łatwa i przyjemna (zatem popularna), zwróciła uwagę na to, że człowiek w sytuacji może się zmieniać, co więcej, że wszyscy zachowują się tak samo (wyklucza indywidualizm jednostki), jest medialna (każdy ją może zrozumieć i cytować), niestety, psychologia społeczna jest kojarzona coraz częściej z psychologią w ogóle, przez ilość publikacji i powyższe... (to jest fatalny błąd), i wiele innych...
Paradoksalnie, gigantyczny i pozytywny zwrot w psychologii, kilkadziesiąt lat temu, i jej zwrócenie uwagi na człowieka w sytuacji (narodziny psychologii społecznej), stopniowo, systematycznie i destruktywnie wpływa na samobójstwo psychologii klasycznej. Czemu?
Wyrazem tego są odpowiedzi kolegów, którzy zawsze mówią: "to sytuacja". Psychologia odchodzi od swojej istoty, od swojego serca, od tego czym jest. Psychologia przestaje istnieć i jeśli dobrze wyrokuję, za kilkadziesiąt lat może zniknąć...
Z powyższego bowiem wynika ważna konsekwencja...w relacji do badania człowieka w sytuacji, już prawie nikt nie zajmuje się człowiekiem wewnątrz niego, tym co nim kieruje od środka, tym, czym jest. Tu potrzebna jest rewolucja myślenia. Nic więcej nie pomorze. Trzeba wykształcić nowe pokolenie w nurcie myślenia, zupełnie odmiennym od obecnego. Gdy będą myśleli, czemu ktoś kogos zabił, będą się zastanawiać jaki jest ten człowiek (i będą chcieli go zbadać), a nie nad tym, co go do tego doprowadziło. Następnie będą chcieli zbadać kolejnych morderców i wtedy, zapytani w telewizji, odpowiedzą: mordercy najczęściej mają takie a takie cechy, opisywany akt i sprawca, nosi owe znamiona...
Przestajemy badać człowieka. Badań na grupach klinicznych jest coraz mniej. Łatwiej jest przecież zbadać grupkę studentów (tutaj wyłazi lenistwo, brak etyki, brak fantazji i polotu wielu nauczycieli akademickich, na a szczególnie fakt, że nie są oni praktykami...nawet nie mają kontaktu z osobami o których piszą...studenci psychologii nie powinni nawet brać takich książek do ręki, warunkiem jest praktykowanie wykładowcy). Oni fałszują rzeczywistość i nawet o tym nie wiedzą...
Nie badamy zatem człowieka, badamy człowieka w sytuacji. Tym samym, wiemy o człowieku coraz mniej i coraz trudniej nam odpowiadać na zadawane przez dziennikarzy pytania, odpowiedzi prawie zawsze są jednakowe, bo odpowiedzi nie znamy, powołujemy się więc na to co jest, na nic!...
Absurdem jest tłumaczenie samobójstwa, dla przykładu, zaistnieniem PTSD, jeśli badany pacjent suicydalny z PTSD, wywodzi się z grupy, w której są inni cierpiący na PTSD, lecz żaden nie targnął się na własne życie. Ale każdy psycholog wie co odpowiedziałby na zadane pytanie i co odpowiedziałby jego kolega: "Czemu pacjent chciał się zabić?"
- bardzo cierpi, ma tzw. zespół stresu pourazowego, osoby z PTSD często mają myśli samobójcze i dokonują takich prób
- a czemu pozostałe osoby, które przeżyły to samo i też mają PTSD nie chciały popełnić samobójstwa?
-.................................. - znów niezręczna cisza.
Innym faktem jest to, że bardzo przywiązujemy się do informacji, które są wątpliwe. Przykładem jest doświadczenie ze studentami, których pozamykano w roli strażników i więźniów (już mi sie nie chce do Zimbardo zaglądać żeby szukać nazwisk...). Doświadczenie to, wcale nie nieetyczne (dorośli ludzie sami podejmuja decyzje w czym uczestniczą), jest tak wątpliwe metodologicznie, że już bardziej być nie może. Tu musi być grupa kontrolna, by wyciągnąć jakikolwiek wniosek. Niestety wiele badań pozostawia trwałe ślady, choć są zupełnie nierzetelne, i wpływa na świadomość społeczną.
Innym przykładem jest fakt, iż broń palna zwiększa agresję. Dowiedziono tego wielokrotnie. Otóż jest to bzdura. Po pierwsze, napięcie to nie agresja, po drugie, istnieją tu potężne różnice kulturowe (w USA każdy może kupic broń i ją nosić, u nas nie - sądzę, że ktoś kto stale z nią obcuje nie poczuje prawie nic na jej widok). Inna rzecz. Redaktor tvn24 zapytał mnie jak to jest z bronią palną i tym, że wzbudza agresję. Co miałem odpowiedzieć? Tak samo każdy nóż kuchenny jest skuteczną i śmercionośną branią jak pistolet. W nikim nie wzbudza agresji.
jesteśmy otoczeni masą fałszywych informacji i błędnych interpretacji faktów...osobiście wiem, że każdą największą głupotę można naukowo i prawidłowo metodologicznie udowodnić
Kończę.
CHciałem powiedzieć, że jak nie zaczniemy się skupiać na tym, co człowieka motywuje wewnętrznie (tzn. np., czym się różnią osoby które biegną z tłumem od tych, które nie pobiegły), to zawsze na postawione powyżej pytania (zapytani o przyczyny zachowania się człowieka) bedziemy odpowiadać ze skrępowaniem, niepewnością i w poczuciu braku kompetencji, lecz jednakowo - to sytuacja życiowa, jednakowo i nie jak psycholog, lecz jak socjolog...
Nowa psychologia musi sie skupić na różnicach indywidualnych, musi do nich powrócić, inaczej "sytuacja" ją perwersyjnie zgwałci.
Chyba byłem chaotyczny MAciek, ale na pewno rozumiesz najważniejsze wątki...obawy...
