| Skąd depresja u ludzi sukcesu? |
| Izabela Kielczyk |
| czwartek, 31 maja 2007 11:04 |
|
Strona 1 z 3 Czy depresja może pojawić się dlatego, że ma się w życiu za dużo? Bo za dobrze się komuś powodzi? Jak to możliwe, że ktoś ma dużo i jeszcze narzeka? Rzecz w tym, że nie chodzi o to, co posiadamy, ale o to, iż płacimy za to zbyt wielką cenę. Gdy praca staje jedynym i nadrzędnym celem naszego życia warto zadać sobie pewne pytania: Kim jestem? Do czego zmierzam? Co chcę w życiu osiągnąć? Co dla mnie jest najważniejsze? Jakie jest moje powołanie? Ludzie, dla których życie prywatne i zawodowe staje się jednością – pracując po 60-70 godzin tygodniowo – zaczynają ulegać presji sukcesu. Coraz szybciej osiągają kolejne wyznaczone sobie cele. Coraz więcej z nich dąży do doskonałości, do zdobycia kolejnego awansu, kolejnego intratnego kontraktu czy nowego klienta. Zapominają oni, że sukcesy zawodowe mają jedynie ułatwić osiągnięcie celów osobistych, a nie być wartością nadrzędną i celem samym w sobie. Często praca zastępuje nam nieudane życie, brak rodziny czy bliskich związków z innymi ludźmi. Staje się ona wtedy jednym „lekiem” na nasze niespełnione życie. Przyjrzyjmy się poniższemu przykładowi: Przystojny trzydziestokilkulatek, energiczny, pełen pomysłów, wykształcony, z poczuciem humoru. Sam zbudował od zera i prowadzi doskonale prosperującą firmę konsultacyjną. Swoim talentem i ciężką pracą, wyrobił firmie renomę do tego stopnia, że klienci sami przyjeżdżali do niego. Zyski były imponujące, a mała z początku firma stała się jedną najbardziej znanych marek. Zwykle w takich przypadkach problem sprowadza się do tego, że w pewnym momencie zapominamy o sobie: o tym, że poza pracą mamy życie prywatne. Ludzie, którzy patrzą na to z boku skłonni są uważać, że wszystko idzie wspaniale: człowiek sumiennie pracuje, dużo zarabia i ma ambicje. Jest społecznie spostrzegany pozytywnie, bo pnie się do góry i osiąga sukcesy. Czegóż zatem chcieć więcej? ![]() Otóż wmawiamy sobie, że praca i kolejne sukcesy zawodowe to najlepsze, co mogło nam się przytrafić. Gonimy więc, nie śpimy, poświęcamy prywatne plany, a nasza praca powoli staje się jedną sferą naszego życia, w której robimy coś solidnie i do końca. Taki sposób funkcjonowania nie jest jednak naturalny. Praca eksploatuje nasze zasoby, a jednocześnie nie wyczerpuje całego spektrum potrzeb, jakie odczuwamy. To powoduje pewien dyskomfort, który w chronicznych przypadkach prowadzić może do swoistej „depresji sukcesu”. Kiedy owa przypadłość może się pojawiać? Wydaje się, że szczególnie powszechne są tutaj dwa możliwe scenariusze:
Spróbujmy w tym miejscu przyjrzeć się bliżej obu sytuacjom. |













